Bezpieczeństwo, nowoczesność i frajda. Zakup samochodu nie musi być koszmarem [Rozmowa]

Wojciech Frycz i Tomasz Kraus - twórcy Joymile fot. Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Joymile to platforma zakupowa, która zakłada przede wszystkim pomoc klientowi w zakupie używanego samochodu w sposób bezpieczny, nowoczesny, a więc odbywający się przez internet, a zarazem w taki, który przynosi dużo frajdy – mówi Tomasz Kraus, krakowski przesiębiorca, założyciel start-upu Joymile.

Mateusz Demski: Zanim zaczniemy rozmowę o Joymile, chciałbym cofnąć się trochę w czasie. Wiem, że nie jest to twój pierwszy kontakt ze światem start-upów.

Tomasz Kraus: Zgadza się. Zaczynałem jeszcze w szkole średniej, jako osiemnastolatek, który interesował się komputerami. Wtedy też założyłem swoją pierwszą firmę, czyli agencję IT, zajmującą się pozycjonowaniem stron. Byłem odpowiedzialny za aspekt programistyczny i produktowy. Natomiast mój wspólnik, Łukasz Haluch z Rzeszowa, zajmował się stroną marketingową.

Szybko pojawił się pomysł na nowy biznes, czyli popularne na całym świecie Brainly.

W 2009 roku dołączył do nas Michał Borkowski, który wpadł na pomysł portalu Zadane.pl, czyli dzisiejszego Brainly. Projekt ten wyszedł z bardzo życiowej potrzeby, a mianowicie zauważyliśmy, że dzisiejsze dzieciaki są wrzucane przez system edukacji w bardzo wąskie ramy w szkole, które są nieprzystosowane do ich indywidualnych umiejętności. System zakłada, że wszyscy muszą być równi, iść tym samym tempem, a wcale tak nie jest. Brainly, czyli internetowa sieć społecznościowa – zrzeszająca w tym momencie 100 mln użytkowników z całego świata – dała możliwość wzajemnej pomocy w nauce. Załóżmy, że ty jesteś silniejszy z języka polskiego, ja z matematyki. Możemy nie tylko udzielać pomocy w rozwiązywaniu zadań czy odpowiadać razem na pytania, ale przede wszystkim wymieniać się wiedzą. Uczyć się wspólnie – zupełnie jak na szkolnym korytarzu.

Czyli prosty pomysł, dzięki któremu odnieśliście międzynarodowy sukces.

Faktycznie, Brainly to najbardziej ambitny start-up, przy którym miałem okazję pracować i który wciąż prężnie się rozwija. W tej chwili funkcjonuje na kilkunastu rynkach, między innymi w Rosji, Ameryce Łacińskiej czy Indonezji. Już po mojej kadencji udało nam się kupić największego konkurenta w Stanach Zjednoczonych, czyli Open Study. Ponadto w tej samej agencji uruchomiliśmy kolejny popularny projekt Kodyrabatowe.pl, który dziś funkcjonuje pod nazwą Picodi. To nic innego jak sieć dostarczania zniżek do sklepów internetowych takich, jak Zalando. Firma generuje kilka milionów przychodu miesięcznie i jest obecna na ponad trzydziestu rynkach na całym świecie.

A ty mimo wszystko zdecydowałeś się jednak odejść z Brainly i rozpocząć swoją własną działalność. Dlaczego?

To pytanie, które sam sobie zadaje. (śmiech) Ale tak naprawdę projekt Joymile, dotyka kilku ważnych kwestii z mojego osobistego punktu widzenia. Po pierwsze odkąd pamiętam, interesowałem się motoryzacją, a w pewnym momencie stała się ona dla mnie odskocznią od codziennej, biznesowej działalności. Kilka lat temu zrobiłem zresztą kursy bezpiecznej i sportowej jazdy. Po drugie – i chyba najważniejsze – jest to pierwszy start-up, w który jestem zaangażowany jako faktyczny lider całej organizacji. Uwierz, że stanowi to nie lada wyzwanie, ponieważ wychodząc z branży IT muszę zmierzyć się z całym biznesem i poprowadzeniem niespotykanie zróżnicowanego zespołu złożonego z piętnastu osób.

Na czym polega to zróżnicowanie?

Joymile to platforma zakupowa, która zakłada przede wszystkim pomoc klientowi w zakupie używanego samochodu w sposób bezpieczny, nowoczesny, a więc odbywający się przez internet, a zarazem w taki, który przynosi dużo frajdy. Pewnie sam, kiedy decydowałeś się na kupno samochodu, to swoje musiałeś odchorować: telefony, aroganccy sprzedawcy, niepewność co do stanu samochodu, nerwowa atmosfera. W takiej sytuacji pojawiamy się my, czyli ludzie, którzy chcą zmienić ten rynek. Wyszukujemy samochód pod względem indywidualnych preferencji klienta, sprawdzamy jego stan techniczny, a następnie prezentujemy w postaci oferty na stronie internetowej. Tym samym nasi pracownicy muszą łączyć kilka kompetencji: internetowe, sprzedażowe, ale również motoryzacyjne. W przypadku tych ostatnich mówimy o osobach, które przez wiele lat pracowały w klasycznych warsztatach samochodowych. Żywym przykładem jest Michał Dyrda, który przez piętnaście lat prowadził swoją działalność. Kiedy zgłosiliśmy się do niego i opowiedzieliśmy o naszym projekcie, zgodził się bez wahania.

Stąd wzięła się też certyfikacja Joymile, której proces polega m.in. na badaniu powłoki lakierniczej, elementów eksploatacyjnych czy diagnostyce komputerowej. W skrócie: świadczycie kompleksowe przeglądy.

Certyfikacja samochodu zapewnia przymiotnik „bezpieczny”, o którym wcześniej wspominałem. A powstała z prostej potrzeby, dotyczącej wszystkich kupujących. Każdy zainteresowany kupnem używanego samochodu, jeszcze przed zawarciem transakcji zabiera ze sobą zaufanego mechanika lub przysłowiowego szwagra, który zna się na samochodach lepiej, a przynajmniej sprawia takie wrażenie. Nasze działania są o tyle bardziej wiarygodne, że świadczymy pełen zakres profesjonalnych usług. Certyfikat Joymile gwarantuje zatem oryginalny stan produkcyjny, wykluczając jakiekolwiek ingerencje w fabryczną konstrukcję pojazdu. Co więcej, w ostatnim czasie udało nam się uzyskać – jako jedynej firmie w Polsce w zakresie sprawdzania używanych samochodów – międzynarodowy certyfikat ISO. Otrzymaliśmy również pozytywną opinię Polskiego Związku Motorowego i staramy się nawiązać współpracę z niemiecką organizacją TÜV.

Rozumiem, że nie jest to tania zabawa i nie pozwala na przegląd każdego pojazdu.

Zgadza się. W tym momencie odcinamy się od samochodów poniżej 20 tysięcy złotych, a także roczników przed 2010 rokiem. Być może ogranicza to naszą bazę do półtora tysiąca samochodów, ale taka decyzja jest efektem skrupulatnych analiz. Nasze badania rynkowe wykazały, że osoby szukające samochodów w droższych budżetach, są bardziej świadomymi kupującymi, ponieważ nie wydają swojej ostatniej zaoszczędzonej złotówki na zakup pojazdu. Ale świadomość wcale nie oznacza, że znają wszystkie Seaty, Mercedesy, Volvo, czy BMW. Wystarczy, że powiedzą: potrzebujemy pięcioosobowe auto rodzinne, a my taki samochód im znajdziemy. Natomiast ograniczenia dotyczące rocznika wiążą się z faktem, że nie chcemy brać odpowiedzialności za usterki konstrukcyjne, które o wiele trudniej wychwycić.

Pozostaje pytanie, ile ten cały proces trwa?

Nie będę ukrywał, że jest to jedno z wyzwań, przed którym właśnie stoimy. Dane, którymi operujemy są zakrzywione ze względu na jeszcze niewielką skalę działań. Statystyka rynkowa mówi o dwóch, trzech miesiącach trwania całego procesu. Staramy się to usprawnić, wprowadzając rozwiązania technologiczne, które pozwolą upłynnić przeprowadzenie transakcji pomiędzy partnerem a kupującym. Skomunikowanie tych dwóch stron jest trudne. Właściwie zawsze w takiej sytuacji będziemy stawać przed rozwiązaniem problemu i jajka i kury. Z takim wyzwaniem borykał się między innymi Uber, który musiał odpowiedzieć sobie na pytanie: czy powinniśmy mieć więcej kierowców, czy może pasażerów? To wyzwanie każdego przedsiębiorcy tworzącego platformę.

comments powered by Disqus

Najnowsze wiadomości

Wczytaj więcej

Mieszkanie

Biurowce i galerie

Korporacje

Praca

Przedsiębiorczość

Start-up