Małe sklepiki wróciły do łask w czasach epidemii

fot. Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl
Wprowadzenie stanu epidemii spowodowało, że znacznie chętniej decydujemy się na robienie zakupów w lokalnych sklepach. Nikt się jednak nie spodziewał, że ich skala będzie większa niż w okresie przed Bożym Narodzeniem. Największy wzrost sprzedaży odnotowało mydło i spirytus.

Z badania firmy Comp Platforma Usług wynika, iż w ciągu czterech dni od ogłoszenia zamknięcia szkół wartość zakupów w małych sklepach zwiększyła się średnio o 58 proc. W kolejnym tygodniu zrobiło się nieco spokojniej, choć obrót nadal był o 10 proc. wyższy niż zwykle. Największy wzrost sprzedaży (72 proc.) odnotowano 12 marca, w czwartek, dzień po pierwszym rozporządzeniu ministra w sprawie koronawirusa.

Równie wysokie wyniki miały delikatesy Kocyk w Krakowie. – W dniach 14–15 marca supermarkety miały wzrost sprzedaży na poziomie 200 proc., my natomiast zwiększyliśmy obrót o 30 proc. Nie byliśmy już w stanie obsługiwać większej liczby osób – mówi Andrzej Koc, właściciel sieci.

Autorzy badania informują, iż średnia wartość zakupów przed Świętami Bożego Narodzenia w 2019 roku były niższe, niż te dokonane w tygodniu, w którym potwierdzono pierwszą śmiertelną ofiarę koronawirusa w Polsce.

Artykuły pierwszej potrzeby

Platforma analizuje sprzedaż z dokładnością co do godziny, dlatego udało się odnotować błyskawiczną wyprzedaż ze sklepów zaraz po konferencji rządu, w czasie której ogłoszono zamknięcie szkół.

– Już po godzinie sprzedaż papieru toaletowego osiągnęła wynik uzyskiwany przez w ciągu zwykłego dnia – mówią autorzy badania. Do zamnięcia zainteresowanie tym artykułem było sześć razy wyższe niż wcześniejsza dzienna sprzedaż.

Produkty, które odnotowały największy wzrost sprzedaży w okresie 9–15 marca w porównaniu do średniej sprzedaży w lutym, to mydło (603 proc.), spirytus (567 proc.), ryż (524 proc.), mąka (368 proc.), papier toaletowy (352 proc.) i makaron (235 proc.).

– Wzrost sprzedaży spirytusu był na poziomie 400 proc., ale to z tego względu, że wcześniej sprzedawaliśmy jedną butelkę w tygodniu, a teraz dziesięć – komentuje wyniki badania właściciel delikatesów Kocyk.

Szał się skończył

Po wprowadzeniu kolejnych obostrzeń właściciele sklepów obserwują zmniejszenie obrotów. – Pierwszy szał już minął. Zrobiliśmy zapasy, ale towar leży – ludzie już tego nie chcą kupować – tłumaczy Koc. – Nasze sklepy w centrum aktualnie mają duże spadki obrotów.

Czy regularne wizyty w osiedlowych sklepikach to długofalowa tendencja? – Gdy w dużych marketach były odczuwalne braki w zatowarowaniu, to małe punkty wsparły miliony konsumentów, umożliwiając im swobodne i pewne zakupy. Obecnie konsumenci dużo bardziej polegają na sąsiedzkich sklepach, a jeżeli sytuacja kryzysowa się przedłuży, to może w ogóle nawyki kupujących ulegną zmianie – podsumowuje Robert Tomaszewski, prezes firmy Comp Platforma Usług.


comments powered by Disqus

Najnowsze wiadomości

Wczytaj więcej

Mieszkanie

Biurowce i galerie

Korporacje

Praca

Przedsiębiorczość

Start-up