Smogathon. Para w gwizdek?

Smogathon 2017 fot. Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

W najbliższy poniedziałek, 19 listopada rusza finał czwartej edycji Smogathonu. Konkursu dla innowatorów, naukowców i star-upów pracujących nad rozwiązaniami mającymi przyczynić się do walki ze smogiem. Pytanie, czy miasto potrafi odrobić lekcje ze Smogathonu i czy przypadkiem para nie idzie w gwizdek.

I choć z rozwiązań wypracowanych podczas poprzednich odsłon z powodzeniem korzystają mieszkańcy miast na całym świecie, to Krakowowi – miastu, w którym narodziła się idea Smogathonu i które z pewnością czerpie wizerunkowe korzyści z finału imprezy odbywającej się pod Wawelem – jak dotychczas idzie to średnio. A nawet bardzo. Dotychczas, a impreza odbywa się od 2015 roku, wdrożyć udało się zaledwie jedno z innowacyjnych rozwiązań. Do 33 placówek oświatowych i kulturowych trafiły oczyszczacze powietrza Radic8, zaprezentowane podczas Smogathonu 2017. A i to nie za sprawą miasta, a wymogów samego konkursu. Projekt otrzymał bowiem (po pewnych perturbacjach) tzw. nagrodę wdrożeniową.

Opór słabnie

Dlaczego więc w Krakowie nie stanęły zielone ściany firmy Green City Solutions, choć zakupiły je Londyn i Bruksela, dlaczego miasto nie rozpoczęło współpracy z Airly, skoro z ich rozwiązań korzystają dużo mniejsze samorządy? Maciej Ryś, założyciel i lider Smogathonu, tłumaczy, że wśród urzędników wciąż jeszcze panuje nieufność, niechęć i nierozumienie nowych technologii. Jest jednak światełko w tunelu.

– Patrząc na to, co się wydarzyło od 2015 roku, to mogę powiedzieć, że pierwsze nasze próby podejścia do współpracy czy to z miastem, czy to z województwem były ciężkie. Nie znali projektu, nie mieli do nas zaufania, a także my nie wiedzieliśmy, jak do nich podejść. Jak rozmawiałem z Airly, to oni mówili wprost, że nie dostali wsparcia od miasta. Teraz, w 2018 roku to jest zupełnie inna bajka. Mam szczerą nadzieję, że dzięki nam trochę zmienili podejście i są bardziej otwarci na innowacje. Rośnie zaufanie, urzędnicy widzą, że te technologie działają. Kiedyś urzędnik mówił: „nowe technologie to zabawki, nic z tego nie będzie”, teraz powoli zaczyna to wyglądać trochę inaczej, w Urzędzie Miasta powstał chociażby Wydział ds. Jakości Powietrza – mówi.

Nowa nadzieja?

Nowa jednostka powstała w lutym tego roku. Jej wyłonienie było odpowiedzią miasta na rosnące zainteresowanie mieszkańców tematyką ochrony jakości powietrza. Jej głównym zadaniem jest dbanie o realizację programów ochrony powietrza i nadzór nad ograniczaniem niskiej emisji.

Na piątkowym otwarciu tegorocznej edycji Smogathonu z własną prezentacją był Marek Krokos, p.o. zastępcy dyrektora nowo powstałego wydziału, który w krótkiej rozmowie z LoveKraków.pl opowiada o powodach, dla których wprowadzanie nowych technologii w służbie walki ze smogiem idzie pod Wawelem tak opornie.

LoveKraków.pl: Miasto ma ewidentny problem z wdrażaniem nowych technologii do walki ze smogiem. Na nowe technologie patrzy z nieufnością i nie raz zapiera się rękami i nogami. Wystarczy popatrzeć na stosowanie dronów do kontroli palenisk.

Marek Krokos: Zawsze nowości budzą kontrowersje, dopóki nie przekona się społeczności, że coś może przynieść oczekiwany skutek, będzie ciężko ze wdrożeniem. W lutym powstał Wydział, mam nadzieję, że uda nam się zmienić podejście do nowości. Staramy się przyglądać rozwiązaniom prezentowanym podczas Smogathonu – stąd moja obecność – i podpatrzeć, co można by wprowadzić na terenie Krakowa. Trzeba pamiętać o tym, że wydatkowanie środków na zakup technologii czy rozwiązań jest obarczone różnymi sankcjami. Jest ustawa o finansach publicznych. Wydawanie środków musi być racjonalne. Gdybyśmy kupili rozwiązanie, które w perspektywie czasu okazałoby się nieskuteczne padłyby oskarżenia, że w niewłaściwy sposób wydaliśmy środki publiczne i złamaliśmy dyscyplinę. Dlatego to trwa. Niestety często mamy związane ręce, niekoniecznie z własnej woli.

Ściany z mchu stanęły m.in. w dwóch europejskich stolicach… Skoro sprawdzają się na zachodzie, to dlaczego nie miałyby się sprawdzić i u nas?

Nie umiem powiedzieć, dlaczego nie udało się wprowadzić tego w Krakowie.

Można by to zrobić, uznając je chociażby za element małej architektury. Wystarczyło odrobinę dobrej woli…

Skoro tak, to od tego mamy Zarząd Zieleni Miejskiej.

No nie, dyrektorze, teraz brzmi pan jak rasowy urzędnik. Przerzucanie odpowiedzialności. To nie my, to oni. Z takim ping-pongiem nie zajdziemy daleko.

Ale proszę mi uwierzyć, że tak funkcjonuje urząd. Każda komórka ma swój zakres kompetencji i inna nie może tej równowagi naruszać.

Mówił Pan o dyscyplinie finansowej. Te rozwiązania działają, przechodzą testy, jak choćby sterylizatory powietrza Radic8, które trafią do krakowskich bibliotek, a w Wielkiej Brytanii kupują je szpitale.

Polskie prawo jest specyficzne, to że działa za granicą, nie oznacza, że musi działać w Polsce. Weźmy przykład poprzednich edycji. Dlaczego zwycięski projekt nie został wdrożony? Bo nie miał polskich certyfikatów. Trzeba więc dostosowywać krajowe przepisy, a gdy ich nie ma, to tak jak w przypadku oczyszczaczy musieliśmy zamówić ekspertyzę, czy mogą być stosowane np. w przedszkolach. To niestety trwa.

Będzie nowe otwarcie urzędników na innowacje? Maciek Ryś mówił mi, że wraz ze wzrostem prestiżu Smogathonu, wzrośnie zaufanie miasta do samej imprezy, a także rozwiązań nań prezentowanych.

Na pewno wzrasta zaufanie do imprezy i rozwiązań. Więcej. Uważam, że miasto musi iść – i nie boję się tego sformułowania – w innowacje. Nie możemy się zatrzymać na starych rozwiązaniach, musimy robić coś nowego i wdrażać nowe technologie. I miasto będzie w tym kierunku podążać.

W tej edycji Smogathonu mamy dwa polskie projekty – przystanki autobusowe będące oczyszczaczami powietrza i nakładki na klimatyzatory pełniące tę samą rolę. Jest też projekt z Ameryki Łacińskiej. Przezroczysta folia pochłaniająca zanieczyszczenia. Czy mają szansę chociażby na pilotaż? Taką folię mogłoby zakupić MPK, skoro można obklejać autobusy i tramwaje reklamami, to dlaczego by nie folią antysmogową?

O autobusy i tramwaje proszę pytać MPK (śmiech). A tak odkładając żarty na bok. Jeżeli tylko prawo na to pozwoli, to z mojego punktu widzenia nie widziałbym przeciwwskazań, by takie rozwiązania przetestować. Bo są po prostu bardzo dobre.

Jak kreować współpracę pomiędzy miastem a innowatorami? Samorządy nie powinno wspierać start-upów w tak ważnej kwestii jak smog? Realnie ta współpraca nie istnieje. Z braku zaufania? Niezrozumienia? Dlaczego miasto nie pójdzie do jednej czy drugiej firmy i nie powie: zróbcie coś dla poprawy jakości powietrza?

To jest kwestia tego, czy to w ogóle jest możliwe. Proszę sobie wyobrazić taką sytuację: zgłaszamy się do jakiejś firmy i momentalnie pojawiają się głosy dlaczego do tej, a nie innej. To nie jest takie proste.

A ogłoszenie miejskiego konkursu? Skoro już pozostajemy głusi na laureatów Smogathonu?

Takie rozwiązanie jest z pewnością do rozważenia. Nie powiem, że od razu, w tym roku, bo ten już się kończy, ale w przyszłym. Nie widzę przeciwwskazań.

A na odwrót. To firma zgłasza się do pańskiego wydziału i mówi: mam dobre rozwiązanie dla Krakowa, czy rozpoczniemy współpracę na zasadzie partnerstwa prywatno-publicznego.

Na pewno musielibyśmy sprawdzić, czy jest to prawnie możliwe. Pytanie do zespołu radców o to, czy partnerstwo jest dopuszczalne, czy nie narazilibyśmy się na zarzut kumoterstwa i jeżeli nie byłoby żadnych wątpliwości, to miasto pozostałoby otwarte.

Do finału krakowskiego Smogathonu zakwalifikowało się dwanaście ekip z m.in. USA, Chin, Niemiec i Polski. Na trójkę finalistów czekają nagrody w wysokości 5, 10 i 15 tys. dolarów i 5 tys. dolarów nagrody implementacyjnej.

comments powered by Disqus

Najnowsze wiadomości

Wczytaj więcej

Mieszkanie

Biurowce i galerie

Korporacje

Praca

Przedsiębiorczość

Start-up