Wzrosła płaca minimalna. Kto zyska, kto straci?

fot. Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Nowy rok to też początek nowych przepisów obowiązujących w polskim prawie. Od 1 stycznia wzrasta zarówno płaca minimalna, jak i minimalne wynagrodzenie dla osób pracujących na umowach zlecenie. Zdaniem ekspertów, zmiana będzie niemal niezauważalna w takich miastach jak Kraków, a w regionach słabiej rozwiniętych może przyczynić się do wzrostu „szarej strefy”.

Zmiana przepisów zakłada wzrost minimalnego wynagrodzenia na etacie do 2 tysięcy złotych brutto. Dzięki temu najniższa krajowa jest wyższa o 150 złotych niż w roku ubiegłym. Teraz jest to „na rękę” około 1459 złotych. Od 1 stycznia zmienia się też minimalna stawka godzinowa dla osób zatrudnionych na podstawie umowy zlecenie i samozatrudnionych. Obecnie wynagrodzenie za godzinę pracy wynosi 13 złotych brutto.  Za niepłacenie minimalnej stawki grozi grzywna od 1 tys. do 30 tys. złotych. Za kontrolę pracodawców odpowiedzialna jest Państwowa Inspekcja Pracy.

Polska A i B

Zdaniem Andrzeja Kubisiaka z firmy Work Service będącej największą w Polsce firmą HR, należy zwrócić uwagę na fakt, że płaca minimalna jest jednolita dla całego kraju, natomiast reperkusje ich wprowadzenia są zróżnicowane gospodarczo i branżowo. Dodaje też, że przy rekordowo niskim poziomie bezrobocia podniesienie stawek nie może odbić się negatywnie na zatrudnieniu, jednak gorzej będzie w rejonach wschodnim i północnowschodnim, gdzie poziom bezrobocia jest dwucyfrowy.

– Tam podniesienie stawki minimalnej może stanowić problemy, co jest związane z relatywnie niższymi wynagrodzeniami. Szczególnie odczuwalny może być szok wywołanym wprowadzeniem stawki 13 złotych za godzinę w branży ochroniarskiej czy sprzątającej. Z jednej strony jest to dobra regulacja, ale będzie to też duże wyzwanie dla firm, które świadczą gros swoich usług dla sektora publicznego. One konkurują w przetargach ceną – ocenia Kubisiak.

Odczują pracodawcy

W podobnym tonie wypowiada się dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główny ekonomista Konfederacji Lewiatan, która twierdzi, że wzrost stawek nie wpłynie na rynek pracy w większych miastach, natomiast zmiany mogą być widoczne w regionach słabo rozwiniętych.

– Mały sklep na wschodzie Polski, gdzie zatrudniona jest przynajmniej jedna osoba, ma niską rentowność, a podniesione koszty mogą utrudnić spięcie budżetu. Tam przedsiębiorca nie jest w stanie przerzucić tego na ceny, jak w dużym mieście. Zmiana to nie tylko kwestia wzrostu wynagrodzenia. Jeśli zatrudniamy kogoś na umowę o pracę, to koszt dla pracodawcy wynosi blisko 2500 złotych – twierdzi.

Zdaniem ekspertów wiele sklepów w dużych miastach i tak wyprzedziło trendy płacowe i oferowało wynagrodzenie przynajmniej na poziomie tych w nowych przepisach. Istnieje ryzyko, że coraz więcej osób będzie pracować „na czarno”.

– Jest to książkowa zmiana, która może nastąpić. Niestety tak to już jest, że gdy rosną koszty legalnego zatrudnienia wzrasta „szara strefa”. Zjawisko to raczej będzie dotyczyło tych regionów, gdzie relatywnie płacono mniej – przypuszcza Andrzej Kubisiak.

– To prawda, niewykluczone, że spowoduje to jeszcze większy wzrost „szarej strefy” – wtóruje mu dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek.

comments powered by Disqus

Najnowsze wiadomości

Wczytaj więcej

Mieszkanie

Biurowce i galerie

Korporacje

Praca

Przedsiębiorczość

Start-up